
Powszechnie wierzy się, że te niemal mistyczne istoty działają według złożonego algorytmu:
Gdzie widoczność jest największa (w pobliżu ratuszy, miejsc turystycznych, obszarów o dużej gęstości wyborców), tam szczotki obracają się najbardziej gwałtownie.
Zbacz nawet o kilkaset metrów w głąb dzielnic mieszkalnych, a znajdziesz tylko ciszę, brud i kapryśne opowieści o tej fantastycznej bestii, która kiedyś nas odwiedziła.

Powyżej, jeśli przyjrzysz się uważnie, możemy ledwo dostrzec jedno stara się wtopić w swoje naturalne środowisko.
Aby upamiętnić to wydarzenie, napisaliśmy wiersz…
Oda do Nieuchwytnej Barredory
W Benissie Costa, tuż po świcie,
coś zaszumiało – i znikło w zachwycie.
Ciche buczenie, szczotki się kręcą,
bestia wychodzi… i znów pędzi z ucieczką.
Z migającym światłem, w ciszy i wdzięku,
przemknęła przez miasto bez śladu, bez dźwięku.
Mieszkańcy mrużą oczy, nie są już pewni —
czy to był duch od sprzątania ulicnych przestrzeni?
Jej włosie się kręci, jej dysze syczą,
lecz znika w mgle przybrzeżnej, jak zjawy, co krzyczą.
Jedni mówią: „To prawda, widziałem ją z rana.”
Drudzy: „Bajka. Opowieść wymyślona do śniadania.”
„Kiedyś, dawno temu,” wzdycha staruszek,
„sprzątała tu – pół dnia, może troszeczkę dłużej.”
A dzieci się śmieją z tej starej legendy,
bo nikt jej nie widział – przepadła bez wszelkiej pointy.
Więc jeśli ją ujrzysz, zrób zdjęcie od razu,
bo dowody są rzadsze niż deszcz tu w lipcu bez skazu.
Lecz zapamiętaj tę prawdę, co wciąż brzmi znajomo:
Podąża na południe – i sprząta po swojemu.
























